Wywiad: Powrót do gry po kontuzjach

Kontuzje i brak znajomości – to dwa czynniki, które mogą ostatecznie zakończyć dobrze rozwijającą się karierę młodego piłkarza. Podobnie było z Jackiem Pietrzakiem, zdolnym zawodnikiem ze Szczawnicy. W jego najlepszych latach interesowały się nim Sandecja i Młoda Ekstraklasa Legii Warszawa. Co poszło nie tak? To zdradza dziś SportBazarowi.

.

Marcin Kwiatowski: Jak być mężczyzną i piłkarzem – pokazał ci ojciec…

Jacek Pietrzak: Tak. Tata był świetnym zawodnikiem. Mówię to obiektywnie, nie dlatego, że jest moim ojcem. Zresztą pokazują to wyniki, bo grał w Sandecji Nowy Sącz w latach, kiedy klub przeżywał prawdziwy rozkwit i prezentował bardzo dobrą piłkę.

Ze mną nie mogło być inaczej. Zafascynowany ojcem i sportem – zacząłem jako 6-latek na podwórku. Później trafiłem do Tylmanowej, gdzie szkoleniowcem był właśnie mój tata.

Szkoleniowcem został po tym, jak z gry wykluczyła go kontuzja.

– Niestety, poważnie uszkodził sobie kolano. Nie było szans, by nawet po długim i intensywnym okresie rekonwalescencji wrócił do gry.

Była szansa na to, żeby twoja kariera potoczyła się trochę inaczej?

– Była, choć przecież ja też zszedłem z boiska przez kontuzję.

Rodzinny pech

– Nie, piłkarze muszą się z tym liczyć. Sportowcy są po prostu narażeni na częste urazy. Rozejrzyj się dokoła, wiele karier piłkarskich przekreślają kontuzje.

Ja w moim dobrym okresie grałem w IV lidze w Maniowach. Tam byłem wyróżniającym się zawodnikiem, więc ściągnięto mnie do Limanowej, gdzie Szubryt budował III i II-ligową drużynę. Pracowałem bardzo intensywnie, by móc grać coraz lepiej. To zostało docenione. Niestety, w piątym meczu II ligi, bramkarz złamał mi nogę. To była typowa sytuacja stykowa, bramkowa. Golkiper Świtu Nowy Dwór Mazowiecki „wjechał” wślizgiem w moją nogę. Kość podudzia tego nie wytrzymała.

Co wtedy czułeś?

– Ogromny ból. Kostka puchła w niesamowitym tempie. Nie mogłem się ruszyć. Klubowy masażysta szybko kazał wezwać karetkę. Trafiłem do szpitala na warszawskiej Pradze i tam usłyszałem, że czeka mnie przynajmniej kilka miesięcy przerwy od grania…jacek

To było trzy lata temu. Widać jeszcze ślady tej kontuzji?

– Nie mam pełnej ruchomości stawu. Co prawda nie przeszkadza to w codziennym funkcjonowaniu, myślę, że w piłkę jeszcze mógłbym zagrać, ale długi okres powrotu do zdrowia wykluczył mnie z gry w wyższych ligach.

Mówisz, że w piłkę mógłbyś zagrać, więc dlaczego teraz słyszymy o Jacku Pietrzaku – trenerze, a nie zawodniku?

– Zaproponowano mi pracę. Prowadzę dzieciaki i młodzież w Szczawnicy, wykładam na jednej z krakowskich uczelni wyższych. Myślę, że nie miałbym drugiej takiej szansy. Chcę poświęcić się trenowaniu. Rozważam też doktorat na Akademii Wychowania Fizycznego.

Zresztą, nawet gdybym teraz wrócił, może mógłbym zagrać w III, IV lidze… A ja chciałem grać lepiej, w wyższych klasach.

Była na to szansa. Jakiś czas temu testowała cię między innymi Legia Warszawa…

– Tak, gdyby mnie przyjęto, grałbym w Młodej Ekstraklasie.

Jak wyglądały te testy i czemu zakończyły się porażką?

– To był tydzień intensywnego trenowania. Po każdym dniu odpadali najsłabsi. Ja dotrwałem do samego końca, do piątku. Trzech najlepszych, w tym mnie, zaproszono na rozmowy końcowe. Byłem pewny, że moje marzenia się spełniły. Okazało się jednak, że na „gadaniu” się skończyło.

Wiesz dlaczego?

– Mogę podejrzewać. Wiesz, jak się jest samoukiem, nie chodzi się do szkoły sportowej, nie ma się menadżera, rodzice nie wykładają grubych pieniędzy na twoją naukę – masz zdecydowanie mniejsze szanse. Przynajmniej wtedy tak było. Teraz te szanse są bardziej wyrównane.

Pozostali uczestnicy tych testów mieli znajomości lub menadżera, który był na odpowiednim miejscu w odpowiednim czasie.

Chcesz mi powiedzieć, że talent nie wystarczy?

Talent i bardzo ciężka praca na treningach to 90% sukcesu. Reszta to właściwie kierowana kariera.

Kiedy ja miałem 16 lat, chodziłem do normalnej szkoły. Po szkole, trzy razy w tygodniu, na treningi. Teraz młodzi piłkarze chodzą do SMSów, treningi mają osiem razy w tygodniu. Nauczycielami są ludzie ze znajomościami, oni wychwytują talenty, mają szanse „pchnąć” je dalej.

Wspomniałeś o menadżerze. On naprawdę jest potrzebny, żeby mieć szansę stać się dobrym piłkarzem?

– W wieku 12-13, kiedy powoli przechodzi się z kariery juniorskiej w seniorską, jak najbardziej. To menadżer zna odpowiednich ludzi. Jasne, ty jako zawodnik musisz grać świetnie, ale dzięki agentowi ktoś to dostrzeże i doceni.

Menadżer to nie wszystko. Rozmawialiśmy o kontuzjach, agent ich nie wyleczy.

– Agent nie, ale jeśli masz pieniądze, jesteś pod dobrą opieką, to działasz zgodnie z trzema zasadami: zapobiegasz kontuzjom, jeśli do nich dojdzie to wiesz  jak je zaopatrzyć, a potem stawiasz na kosztowną rekonwalescencję.

nitrocharge

Kliknij i zobacz w sklepie!

Do tego dochodzi jeszcze kilka innych czynników. Między innymi akcesoria. Jeśli chcesz grać na najwyższym poziomie – zainwestuj w profesjonalny ubiór. Np. Adidas wypuścił taką serię „Nitrocharge”. Cena butów jest rozsądna, ale gra się w nich dobrze. Czuję się w nich pewnie. Oczywiście, nie wystarczą buty, kiedy nie masz umiejętności albo sam prosisz się o kontuzję, ale profesjonalne obuwie pozwala obniżyć ryzyko.

 

Menadżer, szkolenia w Akademii Piłkarskiej, dobra opieka medyczna, profesjonalny sprzęt do trenowania, dieta… To kosztuje mnóstwo pieniędzy.

– Tak, jeśli masz pieniądze, wszystko jest łatwiejsze. Sam spotykam się w swojej pracy z rodzicami, którzy zapłacą każdą kwotę, byle ich dziecko miało szansę być drugim Lewandowskim. Niestety, są też ledwo wiążący koniec z końcem. Takim dzieciom chcę pomóc.

W jaki sposób?

– Mam teraz w swojej drużynie trzech chłopców, za których sam dałbym każde pieniądze, ale wiem, że rodzice nie mogą sobie pozwolić na zbyt duże wydatki. Zamierzam zajmować się właśnie takimi zawodnikami, by też dać im szansę. Sam mam trochę kontaktów, spróbuję wysłać ich do Akademii Piłkarskiej. Na treningach również daję z siebie wszystko, by chłopcy w jak najszybszym czasie pojęli jak najwięcej.

Nie próbujesz zmieniać świata na siłę? Wiemy, że wszystkim rządzi pieniądz.

– Chcę wierzyć, że nie. Będę robił wszystko, by moi chłopcy mieli równe szanse. Oni powinni rywalizować ze sobą na boisku, a nie finansowo.

0 komentarzy

Dodaj komentarz

Twoj adres e-mail nie bedzie opublikowany.