Nieoszlifowany diament z IV ligi – Jakub Błaszczykowski 14 grudnia kończy 31 lat!

Jakub Błaszczykowski

Gdy w lutym 2005 roku, prosto z IV ligi, dołączył do najlepszej wówczas drużyny w Polsce – Wisły Kraków – mało kto zwrócił uwagę na fakt jego przybycia. „Młokos z KS Dromex Częstochowa potrenuje i szybko zrozumie, że to za wysokie dla niego progi i wróci, skąd przybył” – myśleli kibice „Białej Gwiazdy”. Tymczasem okazało się, że Jakub Błaszczykowski zostanie zapamiętany jako najlepszy transfer w historii Wisły.

Początki tej historii były nietypowe. Wujek Kuby i do dziś jego menedżer – Jerzy Brzęczek – zadzwonił do swego przyjaciela, Grzegorza Mielcarskiego. Znali się świetnie z olimpijskiej reprezentacji Polski, która na igrzyskach w Barcelonie wywalczyła srebrny medal. Mielcarski był wówczas dyrektorem sportowym w Wiśle. Nie byłoby nic z tej transakcji, gdyby ówczesny trener zespołu – Czech Verner Liczka – nie zgodził się wziąć „Błaszcza”, niejako w ciemno, nie znając jego wartości, na obóz na Cypr. Kuba okazał się być największym przebojem zgrupowania na „Wyspie Afrodyty”.

To niemożliwe, aby taka piłkarska perła chowała się w czwartej lidze

– cmokał Argentyńczyk Mauro Cantoro, jeden z najlepszych defensywnych pomocników w historii polskiej ligi.

Wisła dobiła transakcji – zapłaciła klubowi z Częstochowy ekwiwalent za wyszkolenie, w wysokości 70 tys. zł. Dwa i pół roku później otrzymała za Kubę 3,1 mln euro od Borussii Dortmund. Polski klub zarobił prawie 180-krotnie więcej w porównaniu do kwoty nabycia zawodnika. Tak korzystnej transakcji Wiśle nigdy nie udało się powtórzyć. Nawet wtedy, gdy w lipcu 2010 r. sprzedawała do PSV Eindhoven Brazylijczyka Marcelo, za kwotę 3,8 mln euro. Sprowadzenie stopera Santosu FC pochłonęło 700 tys. euro, na pokrycie prowizji menedżerskich.

Niski, niepozorny blondyn imponował dryblingiem, dynamiką, przyspieszeniem. Miał nienaganną technikę. Na tle rówieśników wyróżniał się także dojrzałością i odpowiedzialnością. Podczas gdy inni 19-latkowie, za pierwsze zarobione na kopaniu piłki duże pieniądze kupowali nowiutkie audi czy bmw, on kupił sobie mieszkanie.

Rodzinny dramat wszystko zmienił

Na tle rówieśników rzadziej się uśmiechał, żartował, stronił od wygłupów. Być może dlatego, że przeżył koszmar w dzieciństwie – ojciec Zygmunt, niemal na jego oczach, zabił jego mamę Annę.

Wziąłem ją za rękę, a moje palce wpadły do jej rany… Zmarła mi na rękach. Trzy ostatnie wdechy i już nic. Cisza

– wspominał piłkarz w swej autobiografii „Kuba”.

Nic dziwnego, że po każdej strzelonej bramce unosi ręce ku niebu i dedykuje ją właśnie mamie.

Ojciec trafił za kraty na 15 lat. W tej sytuacji Kubusia i jego starszego brata Dawida wychowywała babcia od strony mamy – Felicja – matka Jerzego Brzęczka, który piłkarsko ukształtował siostrzeńca.

„Błaszczu” nie mógł się pogodzić z faktem, że jego ojciec nigdy nie wyraził skruchy po morderstwie żony. Rozmawiał z nim tylko raz, po wyjściu rodziciela z więzienia, 14 lat po rodzinnej tragedii.

Byłem akurat na hali sportowej w Kłobucku. Podszedł do Dawida, a brat mu powiedział, że idę przed nim. Podszedł i zaczął rozmawiać. Zapytałem, czy wie, co zrobił. A on: „Ty znowu o tym?” Mówię: „A o czym mamy rozmawiać, jak nigdy jeszcze na ten temat nie rozmawialiśmy?” Wtedy powiedział, że to nie jest tak, jak myślę. Później zmienił temat i utwierdził mnie w przekonaniu, że przez ten czas, kiedy nie miałem z nim kontaktu, nic nie straciłem

– wspomina Kuba.

Kuba długo żywił chęć zemsty na ojcu, gdy jednak ten poważnie zachorował, zwyciężyło miłosierdzie. Zygmunt Błaszczykowski leżał na intensywnej terapii z marskością wątroby. Kuba i jego brat Dawid pospieszyli z pomocą. Załatwili lekarza, Dawid pojechał ze specjalistą do szpitala. Ojciec zmarł 23 maja 2015 roku.

Szybko podbił serca kibiców Wisły 

Jakub niemal szturmem wywalczył sobie miejsce w wyjściowej „jedenastce” Wisły. Co więcej, już w pierwszym oficjalnym meczu rozegranym w jej barwach strzelił bramkę! „Biała Gwiazda” w 1/8 finału Pucharu Polski rozbiła Polonię Warszawa 5-0, a Kuba rozpoczął festiwal strzelecki. W sytuacji sam na sam z bramkarzem pokonał Pawła Kieszka strzałem po ziemi.

Blondwłosy 19-latek hasał u boku takich sław ligowej piłki, jak: Maciej Żurawski, Tomasz Frankowski, Arkadiusz Głowacki czy Mauro Cantoro. Po drugiej stronie barykady znalazł się jego późniejszy druh z zespołu – Konrad Gołoś, który wyleciał zresztą z boiska za czerwoną kartkę, cztery minuty przed końcem meczu.

W czerwcu Jakub Błaszczykowski cieszył się z Wisłą ze zdobycia mistrzostwa Polski. Miał w nim niemały udział. Jego bramka dała wiślakom wyjazdowe zwycięstwo z groźną wówczas Amicą Wronki.

Początki w kadrze u trenera Janasa

Poprzez dobre występy w Wiśle, Kuba trafił do notesu selekcjonerów reprezentacji. Najpierw, w marcu 2006 r., Paweł Janas zabrał go do Rijadu, na mecz z Arabią Saudyjską, który Polacy wygrali 2-1. „Janosik” miał w planie powołanie „Błaszcza” do kadry na MŚ 2006 w Niemczech, ale wtedy zaczął się serial kontuzji, które tłumiły wybuch talentu Kuby.

Ta pleców uniemożliwiła mu wyjazd na mundial, a dwa lata później, uraz uda wykluczy go z udziału w Euro 2008. Awaryjnie dowołano za niego Łukasza Piszczka, który wówczas był jeszcze pomocnikiem, bądź napastnikiem, a nie światowej klasy bocznym obrońcą, za jakiego się go uznaje obecnie. O ile na Euro 2008 Kuba z „Piszczem” się rozminęli, o tyle w Borussii Dortmund, od 2010 r. byli zgranym duetem. Zarówno na boisku, jak i poza nim.

Przebojem do reprezentacji Polski

U Leo Beenhakkera, w eliminacjach do Euro 2008, z meczu na mecz, odgrywał coraz większą rolę. W remisie 1-1 z Serbią wszedł na ostatnie 17 minut, ale w następnym meczu, wyjazdowym z Kazachstanem, zagrał od początku do 87. minuty. Polacy wygrali wtedy 1-0. Kuba stał się jednym z filarów zespołu, który wygrał eliminację i zyskał historyczny awans na mistrzostwa Europy. Ambicja, praca, uczciwość, walka do upadłego, wiara – to jego cechy. Gdy Beenhakker odsyłał go do domu, po kontuzji uda, nie krył żalu. Chciał zostać, walczyć o powrót do pełnej dyspozycji.

Może na pierwszy mecz mistrzostw Europy bym nie zdążył, ale na drugi miałem spore szanse. W trzecim bym na pewno zagrał

– opowiadał mi w Austrii Kuba.

Holenderski selekcjoner wolał mieć przywiezionego w klapkach, wprost z wakacji spędzanych na Krecie, ale zdrowego Piszczka, niż borykającego się z mięśniowym urazem Kubę. W domu, przed telewizorem, Kuba mógł tylko ściskać kciuki za drużynę. Przegrywającą z Niemcami, remisującą z Austrią i topiącą szansę na wyjście z grupy, w spotkaniu z rezerwowym składem Chorwacji. Graliśmy bez stylu, bez szybkości, bez pomysłu.

22 sierpnia 2007 r. w meczu towarzyskim z Rosją rozegranym w Moskwie, Jakub Błaszczykowski zdobył swego pierwszego gola dla reprezentacji Polski. Zremisowaliśmy 2-2. Jeden ze swych najlepszych występów w kadrze Kuba zaliczył 11 października 2008 r., gdy na Stadionie Śląskim Polacy pokonali Czechów 2-1 w eliminacjach MŚ 2010 r. Pierwszego gola „Błaszczu” wypracował Pawłowi Brożkowie, mijając środkiem trzech rywali, a później podwyższył na 2-0. W sytuacji sam na sam posłał piłkę do siatki nad Petrem Czechem.

Jakub Błaszczykowski zostaje kapitanem

Mimo wzlotów w meczu z Czechami, ekipa Beenhakkera przegrała z kretesem eliminacje do MŚ 2010 r. Na miejsce Holendra zatrudniono Franciszka Smudę, powierzając mu misję Euro 2012. W październiku 2010 r. Franz postanowił powierzyć opaskę kapitańską właśnie Kubie. Błaszczykowski został najważniejszą postacią reprezentacji. Starał się nadawać wysoki ton jej grze. Dryblował, asystował, strzelał bramki.

W końcu Kuba uciekł kontuzjom i mógł zagrać na historycznych dla Polski mistrzostwach Europy 2012 r. Misja Euro 2012 ostatecznie nie udała się, ale solowa akcja i piękna bramka Kuby, dająca nam remis w starciu z Rosją 1-1, zostaną w sercach kibiców na długo. „Błaszczu” wypracował też pierwszego gola na Euro 2012, jakiego Grekom strzelił Robert Lewandowski.

Wielki powrót na Euro 2016

„Kuba – reaktywacja” – tak można było określić jego występ podczas ostatnich ME we Francji. Mało kto liczył na niego, wobec faktu, że we włoskiej Fiorentinie grał mało, był rezerwowym. Włosi ani myśleli wykupywać go na stałe z Borussii. Tymczasem Jakub grał jak z nut. Strzelił gola Ukrainie, pieczętując awans Orłów z grupy. Strzelił Szwajcarii, a później wykonał karnego, w efekcie którego awansowaliśmy do ćwierćfinału. Był wielkim pechowcem batalii o półfinał z Portugalią, bo to właśnie jego karnego obronił Rui Patricio i odpadliśmy z turnieju. Kibice i tak wybrali go najlepszym polskim piłkarzem na Euro 2016.

Nikt już nie pamiętał o niesnaskach na linii Kuba – selekcjoner Adam Nawałka, na tle opaski kapitańskiej. Zanim Nawałka poinformował Błaszczykowskiego, że postanowił przekazać ją Robertowi Lewandowskiemu, napisał o tym „Przegląd Sportowy”. Kuba czuł się dotknięty. Nawałka poleciał do niego specjalnie, do klubu, by sprawę załagodzić. Udało się.

W sezonie 2016/2017 Kuba Błaszczykowski broni barw VfL Wolfsburg. Na razie „Wilkom” idzie kiepsko. Kuba kapitanował „Wilkom” w pięciu meczach, ale po porażce z RB Lipsk, w której – z powodu kontuzji – nasz bohater nie miał udziału, zwolniono trenera Dietera Heckinga. Zmiana na niewiele się zdała. W kolejnych siedmiu meczach Wolfsburg zdobył tylko cztery punkty i Błaszczykowski sam tego nie zmieni, że nie działa system gry zespołu.

Kuba to człowiek, który w życiu kieruje się sercem. W Opolu prowadzi fundację charytatywną „Fundacja Ludzki Gest Jakub Błaszczykowski”. Fundacja pomaga dzieciom i młodzieży będącym w potrzebie. Za pomoc najmłodszym, 26 października 2016 r. został odznaczony Orderem Uśmiechu.

Od 19 czerwca 2010 r. Jakub Błaszczykowski jest żonaty z Agatą Gołaszewską, jego pierwszą dziewczyną. 20 kwietnia 2011 r. na świat przyszła ich córka Oliwia, a 26 czerwca 2014 r. – Lena.

 

0 komentarzy

Dodaj komentarz

Twoj adres e-mail nie bedzie opublikowany.