Niezwyciężeni z Highbury – rocznica meczu o mistrzostwo Anglii

Historyczne derby Londynu

„The Invincibles” (Niezwyciężeni) – tak do dziś wspomina się Arsenal z sezonu 2003/04, który zdobył mistrzostwo Anglii bez ani jednej porażki. Właśnie mija 13 lat od historycznego meczu Arsenalu na White Hart Lane, drużyna Arsene’a Wengera zapewniła sobie zwycięstwo w Premier League.

Arsenal i Tottenham – historia rywalizacji

Obecnie większość kibiców Arsenalu stanowczo domaga się dymisji francuskiego menedżera, obwiniając go za brak sukcesów, kiepski styl i upadającą pozycję klubu, ale przed 13 laty Wenger był noszony na rękach i uznawany za jednego z najlepszych oraz najbardziej kreatywnych trenerów na świecie.

25 kwietnia 2004 roku na stadion Tottenhamu przyjechała rozpędzona maszyna z Highbury. Arsenal pewnie szedł po mistrzostwo Anglii, a jego odwieczny rywal z północnego Londynu tułał się w środku tabeli i to raczej w dolnej jego części.

Faworyt był jeden, tak jak w wielu poprzednich sezonach i następnych sezonach, Tottenham do Arsenalu nie miał żadnego podejścia. Zresztą do dziś „Koguty” nie skończyły rozgrywek Premier League nad rywalami z północnego Londynu. Kibice Arsenalu dzień, w którym Tottenham traci matematyczne szanse na prześcignięcie ich drużyny, nazywają „St. Totteringham’s Day”.

Jednak dziś „Kanonierzy” nie odliczają dni do odtrąbienia kolejnego sezonu, w którym pogrążą odwiecznych przeciwników. Tottenham ma bowiem 14 punktów przewagi nad Arsenalem, a do końca sezonu zostało już tylko sześć meczów. Być może to będzie ten sezon, w którym to „Koguty” zajmą miejsce powyżej rywalami z północnego Londynu. A już 30 kwietnia Tottenham podejmie Arsenal w kolejnych derbach.

Jak powstał niezwyciężony Arsenal?

Historia „Niezwyciężonych” w dzisiejszym kontekście brzmi więć jeszcze bardziej niesamowicie. Imponujący marsz „Kanonierów” po mistrzowską koronę śledził z zapartym tchem cały świat, a ekipa dowodzona przez Arsene’a Wengera stawiana była za wzór połączenia zabójczo skutecznego i jednoczenie efektownego futbolu.

Francuz na Highbury trafił w 1996 i wtedy zaczęła się złota era dla londyńskiego klubu. Wenger wywalczył mistrzostwo w 1998 i 2002 roku do tego dołożył trzy Puchary Anglii.

Sezon 2002/03 Arsenal zakończył na drugim miejscu za Manchesterem United, ale Wenger miał gotową drużynę, aby dokonać rzeczy wielkich w następnych rozgrywkach. Sam zresztą zapowiadał, że ma tak mocny skład, że jest w stanie wygrać mistrzostwo bez porażki.

Nie traktowano tego poważnie, ale okazało się, że nie były to deklaracje bez pokrycia.

Latem 2003 roku przy Highbury nie szastano pieniędzmi na transfery. Pozyskano tylko z Borussii Dortmund doświadczonego bramkarza Jensa Lehmanna, dorzucono też młodych Cesca Fabregasa, Gaela Clichy’ego i Philippe Senderosa, których talenty miano dopiero oszlifować. Poza tym przedłużono kontrakty z Robertem Piresem i Patrickiem Vieirą.

Kto grał w niezwyciężonym Arsenale?

Drużyna do podboju Premier League była gotowa, a w tym sezonie właśnie większość zawodników osiągnęła szczyt kariery Jens Lehmann – Lauren, Kolo Toure, Sol Campbell, Ashley Cole – Fredrik Ljungberg, Gilberto Silva, Patrick Vieira, Robert Pires – Dennis Bergkamp i Thierry Henry. Ta jedenastka to bez wątpienia jedna z najlepszych w historii klubu i całej Premier League.

HENRY

Czterech silnych jak tury czarnoskórych obrońców stanowiło zaporę nie do przejścia. O panowanie w środku pola dbali dwaj defensywni pomocnicy Vieira i Silva, a skrzydłami nękali rywali Ljunberg i Pires.

Z kolei duet napastnik Bergkamp – Henry był nie do zatrzymania przez żadną defensywę.

Bergkamp i Henry przemierzyli podobną drogę na futbolowy szczyt. Obydwaj zaliczyli nieudane epizody we Włoszech. Holender w Interze, a Francuz w Juventusie i dopiero na Highbury ich talenty eksplodowały.

Bardziej dynamiczny Henry imponował dryblingami i precyzyjnym co do milimetra strzałem, z kolei Berkamp miał niesamowity zmysł do kombinacyjnej gry, a przyjmowanie przez niego trudnych piłek do dzisiaj może służyć za wzór.

Chelsea i Manchester United nie potrafili dogonić

Arsenal zaczął sezon od pewnego zwycięstwa u siebie z Evertonem, ale już w ósmym meczu „Kanonierzy” byli bliscy porażki. W emocjonującym starciu z Manchesterem United (nazywanym po dziś dzień „Bitwą o Old Trafford”) napastnik rywali Ruud van Nistelrooy trafił z rzutu karnego w poprzeczkę w ostatniej minucie doliczonego czasu gry, a spotkanie chwilę później zakończyło się bezbramkowym remisem.

Gola po karnym w ostatniej minucie stracili właśnie w meczu z Tottenhamem. Czy to był problem? Kibice „Kogutów” fetowali trafienie Robbiego Keana na 2:2, które dało ich zespołowi cenny punkt w walce o utrzymanie w lidze, ale bardziej cieszyli się kibice Arsenalu, już przed meczem wiedzieli, że remis da im mistrzostwo Anglii. W tym sezonie Chelsea (pierwszy sezon za czasów Romana Abramowicza) i Manchester United nie mogli się „Kanonierom” w ogóle przeciwstawić.

Do remisu na White Hart Lane poprowadzili ich nie Bergkamp i Henry, ale znakomici zawodnicy „z drugiego szeregu” – Patrick Vieira i Robert Pires, którzy choć nie mieli takiego błysku jak napastnicy, doskonale rozumieli swoje role w zespole. Niektórzy wręcz mówią, że zastępcy dla Vieiry Wenger wciąż nie potrafi znaleźć i to jest główna przyczyna braku trofeów na Emirates Stadium, bo Francuz był nie tylko znakomitym piłkarzem, ale przede wszystkim fantastycznym liderem.

Arsenal po remisie z Tottenhamem doszusował do mety bez porażki. Trochę niepokoju przeżyli też kibice w ostatnim meczu sezonu na Highbury ze zdegradowny już wówczas Leicesterem. Grający na luzie „Lisy” prowadziły do przerwy 1:0, ale po zmianie stron zwycięstwo „Kanonierom” zapewniły gole Henry’ego i Viery.

Historyczny wyczyn

Arsenal zakończył rozgrywki z dorobkiem 90 punktów. Złożyło się na to 26 zwycięstw (z czego 14 razy Arsenal wygrywał tylko jedną bramką) i 12 remisów. Bilans bramkowy był też imponujący – 73 strzelone gole i tylko 26 straconych. Przewaga nad drugą w tabeli Chelsea wynosiła 11 punktów. Poza tym Henry, z dorobkiem 30 bramek, został królem strzelców, wyprzedzając drugiego Alana Shearera (Newcastle) o 8 trafień.

O ile w rozgrywkach ligowych Arsenal był niepokonany, to w pucharach londyńskiej ekipie nie wiodło się dobrze. W Lidze Mistrzów „Kanonierzy” odpadli w ćwierćfinale z Chelsea. W Pucharze Anglii ulegli w półfinale z Manchesterowi United, a Pucharze Ligi Middlesbrough. Poza tym w inaugurującym sezon spotkaniu o Tarczę Dobroczynności przegrali po rzutach karnych z „Czerwonymi Diabłami”.

Ten jednak niepowodzenia nie miały dla kibiców aż tak wielkiego znaczenia wobec dominacji w Premier League.

Arsenal, licząc jeszcze z poprzedniego i następnego sezonu, był w sumie niepokonany w lidze przez 536 dni, a serię przerwał dopiero najgroźniejszy wówczas rywal „Kanonierów” – Manchester United – w innym meczu, który przeszedł wówczach do historii: jeden z piłkarzy Arsenalu miał rzucić… pizzą w Sir Aleksa Fergusona.

– Mocno wierzę, że z każdym upływającym rokiem ludzie coraz bardziej zdają sobie sprawę, jak bardzo wartościowy był to wyczyn – stwierdził Dennis Bergkamp.

baner_sklep_puma_play_louds

p>

0 komentarzy

Dodaj komentarz

Twoj adres e-mail nie bedzie opublikowany.