Życie George’a Weah – o takim awansie jeszcze nie słyszeliście

Zamknijcie oczy i wyobraźcie sobie najbardziej nieprawdopodobną drogę ubogiego człowieka do wielkiego sukcesu… Już? Niestety, ale obawiam się, że nie wpadliście na taki scenariusz, jaki napisało życie George’a Weah. Wielu już widzieliśmy piłkarzy, którzy z biednego domu trafili na największe piłkarskie boiska, gdzie zyskiwali fortunę i szacunek tysięcy kibiców. Ale chyba żaden po latach o mały włos nie został prezydentem, nie skończył studiów i nie pomógł tysiącom ludzi. Poznajcie Goerge’a Weah.

.

Chłopak z 15-osobowej rodziny

Zamiast w dziesiątkach słów opisywać biedę domu państwa Weah, wystarczy napisać, że George urodził się w wiosce w Liberii i miał dwanaścioro (!) rodzeństwa. Przyszedł na świat w Clara Town, slumsach Monrovii, jednego z najbiedniejszych regionów i tak ubogiej Liberii. Gdy jego rodzice się rozwiedli, wychowywała go babcia.

A tak naprawdę trochę babcia, a trochę ulica. Zamiast jednak biegać po niej w poszukiwaniu kłopotów, Weah skoncentrował się na bieganiu za piłką. I dobrze zrobił, bo okazał się to idealny pomysł na życie.

Na jego talencie najlepiej poznał się Arsene Wenger, choć pierwsze wrażenie Weah zrobił na nim co najwyżej średnie.

Na początku wyglądał beznadziejnie. Myślałem, że będzie bezużytecznyprzyznał obecny szkoleniowiec Arsenalu, który wówczas prowadził AS Monaco.

.

Nowy ojciec

To właśnie Wenger stał się drugim (a może pierwszym?) ojcem Weah i to nie tylko piłkarskim. Francuz niemal kontrolował jego życie, dbał, by nie wciągnęło go imprezowe towarzystwo Monte Carlo, choć z początku Liberyjczykowi bardzo się to nie podobało. Po latach był jednak Wengerowi bardzo wdzięczny. Gdyby jako pierwszy i ostatni Afrykanin odbierał „Złotą Piłkę” (nagroda dla najlepszego zawodnika świata) w 1995 r., dziękował właśnie Wengerowi, choć ten od lat nie był już jego trenerem.

Weah piłkarską renomę wyrobił sobie w najsilniejszych ligach. We Francji (AS Monaco, Paris Saint Germain i Olympique Marsylia), we Włoszech (AC Milan) oraz Anglii (Chelsea i Manchester City). W Liberii był piłkarską alfą i omegą, więc w pewnym momencie został trenerem, piłkarzem i sponsorem (!) reprezentacji. I był o mały włos od sukcesu, bo w 2002 r. Liberii zabrakło punktu, by awansować na mistrzostwa świata.

Karierę piłkarską skończył w 2003 r. Wówczas był już człowiekiem, na którego liczyła ojczyzna. I to nie na jego dryblingi i piękne bramki, ale przywództwo.

.

Edukacyjna rysa na życiorysie

Już wcześniej Weah oddał się działalności charytatywnej, spotykał z Nelsonem Mandelą i walczył o demokrację w Liberii, którą rządzili krwawi dyktatorzy. Apelował także do ONZ, by zajęła się jego ojczyzną, bo tylko w taki sposób może tam zapanować pokój. Był również ambasadorem UNICEF-u.

Po zakończeniu kariery zaangażował się w politykę. Nie miał jednak zamiaru powoli piąć się po szczeblach kariery, ale od razu zaatakował najwyższy urząd, czyli stanowisko prezydenta. Jego kampanii podobno daleko było do tych widywanych w demokratycznych krajach. Przy okazji wyszło też na jaw, że wykształcenie raczej kupił niż zdobył, choć po latach ukończył normalne studia.

Prezydentem jednak nie został – raz przegrał w drugiej turze, a przy kolejnym podejściu przez delegatów został wybrany na kandydata, ale na urząd wiceprezydenta. Można być jednak pewnym, że na tym nie poprzestanie.

Tak ambitnego człowieka spotyka się niezwykle rzadko. Zrobi niemal wszystko, by osiągnąć cel mówił o Weah Wenger i wiele wskazuje, że nie chodzi tylko o piłkę, ale całe życie. To oznacza, że o liberyjskim piłkarzu jeszcze usłyszymy i to nie raz.

0 komentarzy

Dodaj komentarz

Twoj adres e-mail nie bedzie opublikowany.

Piłka nożna jest wpisana w DNA każdego członka Drużyny SportBazar.
Możemy o niej dyskutować godzinami i pisać epopeje.
Wejdź do naszego świata i zostań tu na dłużej!

Archiwa

Dołącz do Drużyny!