Historia Lewandowskiego. Przeżywał rozczarowania, dziś liczy na niego cała Polska

Ta droga na szczyt była bardzo kręta i jeszcze bardziej wyboista. Kiedyś w Legii pokazano mu drzwi i była to jedna z największych pomyłek w 100-letniej historii klubu. Bo przed laty za młodego Roberta Lewandowskiego nikt nie chciał dać nawet paru piłek, a dziś wycenia się go na 100 mln euro. Czy po Euro 2016 ta cena jeszcze wzrośnie?

.

Młodzi chłopcy dziś przebierają w profesjonalnych akademiach. Jedne prowadzą byli piłkarze, inne chwalą się wzorcami zaczerpniętymi z Zachodu. A młody Robert Lewandowski po prostu zaczął kopać piłkę w Partyzanie Leszno, bo tam pracował jego ojciec.

Podobno już wtedy chciał iść do Legii Warszawa, ale przy Łazienkowskiej nie prowadzili treningów dla jego rocznika. Zresztą Legia w piłkarskim życiu rozczarowała Lewandowskiego jeszcze raz, ale na końcu to klub ze stolicy pluł sobie w brodę.

.

Najsmutniejsza chwila w życiu Lewandowskiego

Po Partyzancie Lewandowski przeszedł do Varsovii i większość źródeł podaje, że świetny napastnik jest wychowankiem właśnie tego klubu. Później była Delta Warszawa, a następnie… znów Legia. Lewandowski trafił do drugiego zespołu, by napisać historię znaną wielu wybitnym piłkarzom, czyli kolejno: mały klub, rezerwy dużego i w końcu awans na piłkarskie salony.

W Legii marzenia Lewandowskiego zostały jednak brutalnie rozwiane. Pewnego razu został poproszony na rozmowę, która pewnie była jedną z bardziej przykrych w jego życiu. Dowiedział się na niej, że na Legię jest za słaby i powinien sobie szukać klubu… Dziś przy Łazienkowskiej nikt do zrezygnowania z Lewandowskiego się nie przyznaje, ale wypuszczenie z rąk 18-letniego diamentu okazało się ogromną pomyłką.

Lewandowski miał nadzieje, że stoi u wrót wielkiej piłki, tymczasem musiał budować wszystko od nowa. Wówczas postawił na Znicz Pruszków i choć po pierwszym sezonie mógł zwątpić w swój talent, to po drugim zaczęły bić się o niego największe firmy w kraju.

Z 21 golami został królem strzelów I ligi i trafił do notesów czołowych klubów w Polsce. Najmocniej zainteresowane były Lech Poznań i Wisła Kraków, które były także największymi konkurentami w walce o mistrzostwo Polski.

.

Wielkie pieniądze za Lewandowskiego

Lech okazał się jednak konkretniejszy i według nieoficjalnych informacji, przelał na konto Dolcanu ok. półtora miliona złotych. Lepszej lokaty pieniędzy poznaniacy nie mogli sobie jednak wyobrazić, bo dwa lata później odsprzedali go za kilkunastokrotność tej kwoty do Borussii Dortmund. Lewandowski na takie uznanie zasłużył sobie mistrzostwem i Superpucharem z Lechem Poznań, a indywidualnie koroną króla strzelców. To wszystko zgarnął tylko w sezonie 2009/2010.

W taki sposób droga do największej piłki została otwarta, a za rękę na salony miał „Lewego” prowadzić Juergen Klopp, ówczesny trener Borussii. Początków w Niemczech Lewandowski nie miał jednak łatwych. Po kilku nieudanych meczach tamtejsze bulwarówki nie miały dla niego litości, rysując obraz łamagi i fajtłapy, która nawet z metra nie jest w stanie kopnąć do siatki.

Te poglądy zostały jednak szybko zweryfikowane. Może nie po pierwszym sezonie (zdobył w nim osiem bramek), ale po kolejnym, gdy do siatki rywali trafił aż 22 razy. Łącznie przez cztery lata w Dortmundzie do siatki trafił aż 73 razy!

.
Wielkie gole Lewandowskiego

Jeśli jednak jakiś kibic wówczas wieszał nad łóżkiem plakat Lewandowskiego, to było to słynne zdjęcie z czterema uniesiony palcami. Ten gest polski napastnik wykonał w 2013 r., gdy w półfinale Ligi Mistrzów w jednym meczu strzelił wielkiemu Realowi Madryt cztery bramki i wyrzucił Hiszpanów z rozgrywek. W finale Borussia jednak poległa z Bayernem, którego zawodnikiem Lewandowski został niewiele ponad rok później.

A Bawarczycy to już absolutny top, z którego widać najwyższe szczyty. Lewandowski wciąż marzy o wygraniu Ligi Mistrzów, ale dziś realnych wymiarów nabiera inne marzenie – poprowadzenie ku triumfom reprezentacji Polski. Lewandowski jest jej kapitanem i niekwestionowanym liderem, a – jak sam przyznaje – w tak mocnej reprezentacji Polski jeszcze nie grał. Co to przyniesie? Czas pokaże…

0 komentarzy

Dodaj komentarz

Twoj adres e-mail nie bedzie opublikowany.