Koszulka piłkarska – kiedyś służyła do gry, dziś modny gadżet

Kolekcja koszulek piłkarskich Bartosza Nosala.

– Ostatnio udało mi się dostać niebieską koszulkę Lecha, taką, jaką klub z Poznania dostał za przełożenie meczu z Olympique Marsylia. Z tą koszulką wiąże się bardzo fajna historia, a człowiek, od którego ją kupiłem, nawet nie zdawał sobie z tego sprawy – uśmiecha się Bartosz Nosal, dziennikarz Gazety Wyborczej w Poznaniu, który kolekcjonuje koszulki piłkarskie.

Skąd pasja do kolekcjonowania koszulek piłkarskich?

Wszystko zaczęło się w czasach dzieciństwa, kiedy takich koszulek nie było jak kupić. W latach 1994-1996, kiedy grałem w piłkę w mojej okolicy, zupełnie nikt nie miał ani koszulek oryginalnych ani nawet podróbek. Każda koszulka polskiej firmy, która przypominała koszulkę piłkarza, miała dla mnie wielką wartość. Pierwszą dostałem na Boże Narodzenie. Miała biało-niebiesko-żółte barwy i numer dziewięć. Wyobrażałem sobie, że to koszulka Henryka Bałuszyńskiego, jednego z moich ulubionych piłkarzy, z VfL Bochum. Później koszulki były bardziej dostępne, ponieważ zaczęły się pojawiać na straganach, a najważniejszym miejscem w Poznaniu stało się dla mnie Targowisko Bema.

Moja druga koszulka to Ronaldo z Interu Mediolan, kiedy zdobył Puchar UEFA w 1997 roku. Koszulka rzadko spotykana, bo rezerwowa – biała z niebiesko-czarnym pionowym pasem. Zdobycie koszulki przez kogokolwiek na osiedlu od razu było wydarzeniem dla wszystkich chłopaków ze szkoły grających w piłkę. Teraz, po dwudziestu latach, kiedy koszulki są dostępne w każdym rozmiarze i wybór jest duży, bo są też modele dla dziewczyn czy dzieci, wszystkie możliwe fasony i kolory, mogę powiedzieć, że wtedy z taką koszulką wiązała się konkretna historia. Na przykład każdy wyjazd na wakacje stwarzał okazję do nabycia koszulki, której w Poznaniu w danym momencie nie było.

Pamiętam, że bardzo chciałem mieć strój reprezentacji Holandii, a w moim mieście takich nie było. Po mistrzostwach świata w 1998 roku, udało mi się na wyjeździe do dziadków, w Wąbrzeźnie, dorwać koszulkę Marca Overmarsa z czternastką. Niektóre osoby z sentymentu zbierają bilety, programy meczowe, a ja zbieram koszulki. Nie dostaję ich bezpośrednio od piłkarzy i staram się zachowywać proporcje, aby na moją pasję nie wydawać wszystkich pieniędzy.

Teraz, po dwudziestu latach, kiedy koszulki są dostępne w każdym rozmiarze i wybór jest duży, bo są też modele dla dziewczyn czy dzieci, wszystkie możliwe fasony i kolory, mogę powiedzieć, że wtedy z taką koszulką wiązała się konkretna historia

Gdy jeszcze byłeś dzieckiem, chodziłeś w koszulkach na co dzień, czy zakładałeś je tylko na boisko?

Kiedyś ubierałem te koszulki do grania, bo codziennie wychodziliśmy na dwór, by pograć w piłkę. Z czasem ewaluowało to do takiego powszechnego użycia. Ludzie zaczęli traktować koszulki piłkarskie jako fajny ciuch. Zacząłem je ubierać do biegania, a z czasem też do chodzenia na co dzień.

Jak duża jest twoja kolekcja?

To jest trudne pytanie, ponieważ nigdy tego nie policzyłem. Nie jest ona aż tak imponująca jak różnych kolekcjonerów z zagranicy, ale myślę, że mam ich około 100. Najchętniej poluję na koszulki reprezentacyjne, lub jakieś fajne koszulki retro z lat dziewięćdziesiątych, które są dosyć rzadkie. Ostatnio udało mi się dostać niebieską koszulkę Lecha, w której klub z Poznania grał w pucharach w 1990 roku, bez herbu i numeru.

Lech dostał takie koszulki od Olympique Marsylia za to, że zgodził się na przełożenie meczu. Oprócz tego dostali też od sponsora Marsylii magnetowid, kamerę i telewizor. Także z tą koszulką, jak widać, też wiąże się fajna historia. Człowiek, od którego kupiłem tę koszulkę, nawet nie zdawał sobie z tego sprawy.


To twoja najbardziej wartościowa koszulka?

Bardzo możliwe. Mam też koszulkę retro, którą Lech wypuścił do sprzedaży z okazji jubileuszu, taka wiązana pod szyją. Później już ich nie dorabiano, więc wszystkie szybko się sprzedały i stąd ich wartość.

Myślę, że mam około 100 koszulek. Najchętniej poluję na koszulki reprezentacyjne, lub jakieś fajne koszulki retro z lat dziewięćdziesiątych, które są dosyć rzadkie

Jak przez lata zmieniały się koszulki piłkarskie?

Jest taki film, który nazywa się „Get Shirty”. Pokazany jest w nim początek sukcesu firmy Admiral. To firma, która ubierała m.in. reprezentację Anglii. Admiral jako pierwszy wpadł na to, że koszulki piłkarskie w ogóle ktoś może chcieć nosić. Że nie muszą służyć tylko piłkarzom, ale też kibicom. Byli prekursorami, jeśli chodzi o wprowadzenie koszulek do sprzedaży. Pomyśleli, by urozmaicić te koszulki, bo w zasadzie do lat siedemdziesiątych cel był jeden – by jedna drużyna różniła się od drugiej.

Koszulki nie były zbyt wymyślne, a w tę stronę poszedł Admiral. Dodali jakieś ozdobniki, pasy, lampasy. Pierwsza rewolucja to zmiana myślenia, że koszulka ma nie tylko odróżniać jedną drużynę od drugiej, ale ma mieć też wartość estetyczną. Później były one coraz bardziej ozdabiane, a w latach 90. doszliśmy już do pewnego baroku. Z dzisiejszej perspektywy te ozdobienia wydają nam się dziwne. Wszystkie koszulki odróżniały się od siebie wyglądem, ale nie materiałem. Na przełomie wieków rozpoczyna się wyścig na materiały. W 2000 roku Włosi zagrali na Euro w koszulkach Kappy z bardzo rozciągliwego materiału.

W 2002 i 2004 roku zaczęły wchodzić koszulki z siateczkami, o których mówiło się, że są oddychające. Te czasy to dla mnie druga rewolucja. Teraz zbyt wiele się nie wymyśli, jeśli chodzi o materiał. Chyba już nikt nie wypracowuje takiej przewagi, żeby się spektakularnie chwalić. Wraca się do tego, jak koszulka ma wyglądać. Raczej znów się ją upraszcza. Moja wizja jest taka, że wrócimy do jednolitych koszulek, które będą miały tylko numery i będą odróżniać zespoły. W tekście do czwartej „Kopalni” pisałem, że ostatecznie może będzie tak, że jedna drużyna będzie grać w koszulkach, a druga bez. Tak jak na podwórku.

Sprawdź w sklepie Sportbazar

Jakie koszulki są dla kolekcjonerów najważniejsze? Szukasz „białego kruka”?

Kiedyś firma Admiral wypuściła koszulki w kolorze brązu czekoladowego dla angielskiej drużyny Coventry. Były znienawidzone przez kibiców, ale w światku kolekcjonerów uchodzą za „białe kruki”, bo nie było ich zbyt wiele. Na aukcjach osiągają ceny po 1000 funtów. Jeśli chodzi o inne, to ważne są koszulki z dalekich kontynentów, zwłaszcza z Afryki.

Są rzadko spotykane, bo często mamy tam do czynienia z lokalnymi producentami. Nie wchodzą do masowej produkcji, nie mają nawet stron internetowych. Trzeba tam po prostu pojechać i ją kupić. Na pozostałych kontynentach raczej nie ma problemu z dostępnością koszulek reprezentacyjnych.

Też mam kilka koszulek, m.in. reprezentacji Kostaryki z nazwiskiem Paulo Wanchope’a. Jest coś warta?

Nie uchodzi za „białego kruka”. Jest rzadka, ale nie bardzo rzadka. Kostaryka grała na MŚ i wszystkie drużyny, które grają w takich turniejach, za pośrednictwem sklepu FIFA sprzedają koszulki. Wobec tego można je tam kupić w dość łatwy sposób.

Niedawno urodził ci się syn. Na pierwsze urodziny dostanie od ojca koszulkę?

Nie wykluczam, ale nie zamierzam też przenosić na niego moich pasji. Czy w przyszłości będzie biegał w koszulkach? Będzie to zależało od niego, ale sądzę, że jest to bardzo możliwe.

Zobacz wcześniejsze wywiady

Bieganie dla początkujących? Duże błędy – mówi trener biegania

Bogusław Kaczmarek: Praca na siłowni jest dla piłkarzy bardzo istotna

Wywiad: Powrót do gry po kontuzjach

baner_sklep_nike_motion_blur

0 komentarzy

Dodaj komentarz

Twoj adres e-mail nie bedzie opublikowany.