Potop szwedzki zatrzymany – Legia w Lidze Mistrzów!

Legia w Lidze Mistrzów

Końcówka sierpnia 1995 roku to przede wszystkim Legia w Lidze Mistrzów. 23 sierpnia Legia Warszawa jako pierwszy polski zespół awansowała do Ligi Mistrzów i dotarła aż do ćwierćfinału. LM to prawdziwa Ziemia Obiecana europejskich drużyn piłkarskich. Liga powstała w 1992 roku jako następczyni Pucharu Europy Mistrzów Krajowych. Szybko stała się najważniejszym celem także dla drużyny świętującej w 1994 roku tytuł mistrzowski w Polsce.

Początki Legii Mistrzów

Jako pierwszy zaszczytu gry o przepustkę do raju dostąpił Lech Poznań. Przeszkody w postaci IFK Goteborg oraz Spartaku Moskwa okazały się jednak nie do pokonania. W sezonie 1994/1995 w eliminacjach wystartowała warszawska Legia, jednak sromotnie przegrała z mistrzem Chorwacji, Hajdukiem Split.

Gdy rok później stołeczna jedenastka ponownie stanęła przed szansą na Puchar LM, nie obiecywano sobie zbyt wiele, nawet pomimo poczynionych wzmocnień. Na jej drodze stanął mocny szwedzki zespół, IFK Goteborg – koszmar Lecha sprzed 3 sezonów. W składzie Skandynawów znajdowały się takie gwiazdy, jak np. Jesper Blomqvist, Thomas Ravelli czy Pontus Kamark.

Zagrać bez kompleksów

Pierwszy mecz zaplanowano na 9 sierpnia w Warszawie. Legioniści do spotkania przystępowali z respektem, ale wszelkie negatywne emocje zostawili w szatni. Niesieni żywiołowym dopingiem publiczności, rozegrali naprawdę świetne spotkanie. W ataku brylował Jerzy Podbrożny, linią pomocy zaś dyrygował filigranowy generał, Leszek Pisz.

Na początku 2. połowy w polu karnym został sfaulowany Cezary Kucharski. Decyzja arbitra mogła być tylko jedna – wskazanie na wapno. Podbrożny wytrzymał próbę nerwów i zapewnił „Wojskowym” zwycięstwo 1:0.

Wiara dodała skrzydeł

Choć zaliczka przed rewanżem była minimalna, to dobry wynik wyraźnie zmotywował Legionistów. W przedmeczowych wypowiedziach było już o wiele więcej odwagi. Pojawiła się realna nadzieja na Legię w Lidze Mistrzów. 23 sierpnia 1995 na stadionie Ullevi rozegrane zostało drugie spotkanie. Tego dnia do Szwecji przybyły setki stołecznych kibiców, którzy, wespół z piłkarzami zadbali o gorącą atmosferę meczu.

Tak w istocie było, choć początek meczu nie ułożył się po myśli Polaków. W 24. minucie kapitalną bramkę zdobył Blomqvist.

Zaczęła się nerwówka, Szwedzi zaś raz po raz wyprowadzali groźne ataki. Niewiele zmieniła czerwona kartka, którą dostał Jonas Olsson. Legia nie potrafiła uporządkować gry w sytuacji, gdy na ławce mecz rozpoczął Pisz.

– Podjąłem tę decyzję przez wzgląd na słabe warunki fizyczne Piszapowie później trener Paweł Janas.

O ironio, o końcowym sukcesie zadecydowała głowa niziutkiego generała. Wprowadzony na boisko w trakcie meczu pomocnik, zadał w 73. minucie decydujący cios, doprowadzając pięknym strzałem do remisu. Końcówka spotkania to rosnąca frustracja zawodników Goteborga i dominacja Legionistów, potwierdzona wyprowadzeniem przez Jacka Bednarza wyniku na 2:1.

Legia w Lidze Mistrzów – euforia na boisku, trybunach i przed mikrofonem

Po końcowym gwizdku Davida Elleraya piłkarze i kibice padli sobie w ramiona. Obrazki radości i wzruszenia w mig obiegły media w kraju.

Do historii przeszły jednak przede wszystkim słowa komentatora Dariusza Szpakowskiego, wypowiedziane tuż po zakończeniu meczu:

– Na pytanie, gdzie jest ta Legia, odpowiadam – w Lidze Mistrzów!

Potrzeba było kolejnego roku, by polskie kroniki komentatorskie wzbogaciły się o podobną perełkę. Wspaniałą przygodę Legii powtórzył wówczas Widzew Łódź, a za mikrofonem szalał Tomasz Zimoch.

Zadomowić się w elicie

Sukces łódzkiej drużyny był ostatnim przed przerwą, trwającą… 20 lat! Dopiero po takim czasie w europejskiej elicie ponownie zjawiła się polska drużyna. Po raz drugi w historii została nią Legia Warszawa. Niestety, obecny sezon eliminacji zakończył się dla Legii porażką „Wojskowych” z mistrzem Kazachstanu 1:3. Kibice Legii, pomni wielkich chwil sprzed lat, wciąż jednak wierzą, że Legii w Lidze Mistrzów uda się zadomowić na stałe.

Poznaj inne kartki z kalendarza: 

Polska na podium – piłkarskie Mistrzostwa Świata 1982

Eksplozja „Duńskiego Dynamitu” 

Mija 25 lat odkąd Barcelona znalazła „Świętego Graala” 

0 komentarzy

Dodaj komentarz

Twoj adres e-mail nie bedzie opublikowany.