Jerzy Dudek i Liverpool ruszają w drogę do gwiazd – 14 września 2004

Jerzy Dudek i Liverpool ruszają w drogę do gwiazd – 14 września 2004

Sezon 2004/05 był wyjątkowy dla wszystkich związanych z Liverpoolem – wśród nich był Jerzy Dudek, broniący bramki drużyny z Miasta Beatlesów. Tysiące kibiców Liverpoolu mieszkało w Polsce – a to za sprawą naszego zdolnego bramkarza. Słynny klub wiele lat czekał na wielki sukces, choć nawet najbardziej śmiali kibice nie postawiliby pieniędzy na triumf drużyny w Lidze Mistrzów.

Liverpoolska cnota cierpliwości

Ostatnia dekada XX i początek XXI wieku nie rozpieszczały fanów zespołu z Anfield. Owszem, zdarzały się zwycięstwa w Pucharze Anglii, czy Pucharze Ligi, a nawet w europejskich rozgrywkach pocieszenia – Pucharze UEFA. Ostatni tytuł mistrzowski The Reds zdobyli jednak w roku 1990, byli więc już bardzo spragnieni sukcesu. Czasy legendarnych trenerów – Boba Paisley czy Billa Shankly, pamiętali już tylko najstarsi bywalcy Anfield Road.

Grę w Lidze Mistrzów w sezonie 2004/05 zawdzięczali wyłącznie liberalnej formule rozgrywek, która pozwalała na udział drużynom z dalszych miejsc w tabeli najsilniejszych europejskich lig. Mimo to, los przygotował fanom Liverpoolu wyjątkową niespodziankę.

Charakter różnorodności

Przed sezonem drużyna zmieniła trenera. Charyzmatycznego Francuza Gerarda Houlliera zastąpił Hiszpan Rafael Benitez, znany ze swojej manii na punkcie taktyki. W ekipie nie brakowało gwiazd, choć pod tym względem ciężko było się równać z Realem Madryt czy Bayernem Monachium. Benitez do zastanej mieszanki dodał kilka ciekawych składników z hiszpańskim temperamentem.
Do Jerzego Dudka, Stevena Gerrarda czy Jamiego Carraghera dołączyli tacy zawodnicy, jak Xabi Alonso, Luis Garcia oraz Djibril Cisse. Okazało się to strzałem w dziesiątkę.

Dobrze wyjść z bloków

Losowanie Ligi Mistrzów uznano za względnie udane. Grupowymi przeciwnikami zostały drużyny Deportivo La Coruna, Olympiakos Pireus i AS Monaco. Z tą ostatnią drużyną Liverpoolczycy mieli się spotkać w 1. kolejce. Cel był jasny – zacząć jak najlepiej, aby wygrać grupę. O końcowym triumfie jeszcze nikt wtedy nie myślał.

Pewni siebie

15 września 2004 roku drużyny wybiegły na boisko. Po drugiej stronie znaleźli się znakomici piłkarze – Adebayor, Evra czy Maicon. A jednak, dominacja The Reds była tego dnia ogromna. Pozwolili zawodnikom z księstwa Monako na oddanie zaledwie jednego strzału na bramkę, sami raz po raz natomiast szarżowali na stronę przeciwnika.

Jerzy Dudek – bezrobotny na bramce

W 22. minucie słynna fanatyczna trybuna The Kop eksplodowała, kiedy do siatki Flavio Romy trafił Cisse. W późniejszych minutach, bramkarz Monaco wyśmienicie bronił kolejne strzały Francuza i uderzenie Harrego Kewella. Po drugiej stronie Jerzy Dudek był praktycznie bezrobotny. W 69. minucie za Cisse wszedł Czech Milan Baros, który kwadrans później ustalił wynik spotkania na 2-0.
Pewni swojej wartości – tak relację z meczu zatytułowała nazajutrz strona UEFA.

Taniec z gwiazdami

Być może to był moment, w którym kibice The Reds zaczęli naprawdę wierzyć w swoją drużynę. Przez dalsze rozgrywki drużyna przeszła jak burza – aż do finału z Milanem. W tamtym nieprawdopodobnym dreszczowcu była już jedną nogą w grobie, a mimo to podniosła się i triumfowała. Wtedy też do historii przeszedł Jerzy Dudek, który w serii rzutów karnych wykonał swój słynny manewr Dudek-Dance. Ale to już temat na inną opowieść.

Pięknych chwil Liverpoolczykom nikt nie zabierze. Fani mogą jedynie żałować, że tego sukcesu nie udało się odpowiednio wykorzystać. Od tamtego czasu, drużyna z Anfield ani razu nie wygrała tytułu krajowego, nie wspominając już o Lidze Mistrzów. W tym roku nadzieje na przełom są duże – drużyna pod wodzą Jurgena Kloppa ma nadzieję powtórzyć sukces legendarnej już ekipy Beniteza.

Oderwij inne kartki z kalendarza: 

Polska na podium – piłkarskie Mistrzostwa Świata 1982

Eksplozja „Duńskiego Dynamitu”

Mija 25 lat odkąd Barcelona znalazła „Świętego Graala”

 

0 komentarzy

Dodaj komentarz

Twoj adres e-mail nie bedzie opublikowany.